KryptoZoo
Witaj w KryptoZoo, serwisie poświęconym w całości kryptozoologii, czyli dziedzinie zajmującej się zbieraniem informacji na temat nieznanych nauce i niezbadanych gatunków zwierząt. Tutaj dowiesz się, czym naprawdę są zwierzęta pokroju Chupacabry czy Yeti, a także... które z nich faktycznie istnieją. Podstawowe informacje o kryptozoologii w pigułce znajdziesz tutaj.
Dwa zdjęcia potwora z Borneo... i wątpliwości dotyczące ich autentyczności
(dodano: 15 Jun 2009, 02:18)

Ostatnio ukazały się dwie pochodzące z nieznanego źródła fotografie wykonane w Borneo, ukazujące niesamowite, około trzydziestometrowej długości wężowate zwierzę pływające w wodach rzeki Baleh. Tubylcy, co zrozumiałe, są przerażeni tym, co widać na zdjęciu, wierzą bowiem, iż domniemany potwór to mityczny Nabau, podobny do smoka wąż, który - podług wierzeń - potrafi w dowolny sposób zmieniać swój kształt. Zachodni obserwatorzy podchodzą jednak do fotografii z dystansem, twierdząc, że istnieją poważne przesłanki przemawiające za tym, iż zdjęcia zostały sfałszowane.

Potwór z Borneo, Borneo Monster, Baleh River, Baleh Monster


Pierwsze ze zdjęć, zrobione z pokładu helikoptera, miał wykonać członek zespołu do spraw nadzoru przeciwpowodziowego. Ani jego nazwisko ani data wykonania zdjęcia nie są znane. Stanowi to argument dla krytyków podważających autentyczność zdjęć. Co więcej, wydaje się, iż pracownik z pokładu helikoptera wykonał tylko dwie fotografie - podczas gdy mógł bezpiecznie wykonać całą serię zdjęć.

Potwór z Borneo, Borneo Monster, Baleh River, Baleh Monster


Na drugim zdjęciu domniemane zwierzę płynie pośrodku rzeki, zaś jego pozycja czyni go wprost idealnie widocznym do zrobienia mu zdjęcia. Ocenia się, iż zwierzę może mieć ok 30 metrów długości - jest to dużo, jednak względna wysokość drzew widocznych na zdjęciu zdaje się temu przeczyć. Można wyrobić sobie własne zdanie, spoglądając na zdjęcie i szukając fal w miejscu, gdzie woda jest mieszana przez ciało potwora, możesz również ocenić jego względną wielkość.

Należy zauważyć, iż stosunek długości ciała zwierzęcia do wysokości i szerokości drzew na obydwu zdjęciach wydaje się być znacząco różny. Na pierwszej fotografii wąż wygląda jak gdyby był grubszy niż kilka drzew związanych razem. Na drugim zdjęciu zwierzę wygląda jak rozciągnięty wąż. Jego ciało wydaje się być krótsze niż na pierwszym zdjęciu. Jego pozycja na zdjęciu wydaje się być wprost idealna dla zdjęcia wykonanego z odległości sąsiedniej, "odległej" wsi.

Po publikacji fotografii pojawiło się wiele pytań. Dlaczego wykonano tylko dwa zdjęcia? Dlaczego fotografujący nie zrobił zbliżenia? Czy są jeszcze jakieś inne relacje dotyczące obserwacji tego potwora?

Należy również pamiętać o rozpoczynającym się właśnie sezonie ogórkowym - wszelkim doniesieniom o zdjęciach nieznanych gatunków zwierząt należy się więc przyglądać z dużym dystansem i nie brać niczego za dobrą monetę.

Na podstawie: news.softpedia.com
Opracowanie: Ivellios
Komentarze | Napisz komentarz
 

Examiner.com: Wywiad z Chrisem Noelem
(dodano: 13 Jun 2009, 01:08)

W serwisie Examiner.com ukazał się w ostatnim czasie wywiad z badaczem i poszukiwaczem Bigfoota, Chrisem Noelem. W wywiadzie tym Noel próbuje uciąć bzdurne teorie, głoszone głównie przez badaczy tzw zjawisk paranormalnych, jakoby Bigfoot był humanoidem pochodzenia pozaziemskiego, oraz sprostować pewne dotyczące tego hominida niejasności. Gorąco zachęcamy do zapoznania się z treścią tego wywiadu pod tym linkiem.
Komentarze | Napisz komentarz
 

Ogromny wąż odnaleziony w Amazonce. Czyżby Yacumama?
(dodano: 09 Jun 2009, 00:57)

To brzmi jak jedna z przygód Indiany Jonesa. Po 23 latach badań wliczając w to wyszczególnioną naukę starożytnej sztuki, kultury obejmującej 3000 lat i trzy kontynenty, aż po najnowszą w technikę obrazowania satelitarnego, ojciec i syn wybrali się w niezwykłą podróż do głębi serca peruwiańskiej Amazonki, aby potwierdzić ich teorię, że żyje tam wielka Anakonda.

A dokładnie mieszkańcy Lisburn (miasta w Irlandii Północnej, położonego na południowy zachód od Belfastu): Mike Warner (73) i jego syn Greg (44), szukali dowodów, na to, że to jest dom ‘Yacumamy’ i w rzeczywistości chcieli zdobyć zdjęcie tego węża. Potwór z dżungli, o którym raporty mówią, że dochodzi do 40 metrów długości i dwóch metrów w średnicy! To przyćmiewa jakiegokolwiek węża znanego nauce. Ta anakonda nie jest zielona, lecz ciemno brązowa i jest znana miejscowym tubylcom jako 'czarny boa' lub 'Yacumama'. W wolnym tłumaczeniu ‘Yacumama’ oznacza „Matkę Wody”, doniesienia o tym olbrzymim wężu mają mnóstwo wspólnego z historią dorzecza Amazonki.

Mike, który jest niedowidzący, spędził 23 lata przy zbieraniu informacji na temat bestii, ale w ostatnich sześciu miesiącach, kiedy to jego syn odkrył dokumenty badawcze swojego ojca, wtedy dopiero razem zdecydowali się oni wziąć udział w niewiarygodnej podróży.
Kryptozoolog Mike Hillhall wydał swoje dożywotnie oszczędności na założenie wyprawy z synem Gregiem, aby dowiedzieć się jak najwięcej o wężu, o którym historie donoszą, że może wyskakiwać błyskawicznie z wody do góry, ściągając małpę z drzewa i międzyczasie ją połykając, podczas powrotu do wody.
Zespół spędził 12 dni w marcu używając najnowszego wyposażenia satelitarnego, by zrobić zdjęcia olbrzymiego gada, aby oficjalnie ogłosić odkrycie 2 maja.

Poszukiwacze byli uparci, misje wykonywali w niebezpiecznych warunkach pogodowych w trakcie pory deszczowej, ale ostatecznie wykonali to zdjęcie, płynąc ślizgaczem przez Amazonkę w piątym całodziennym dniu wyprawy.

"Pomimo kłopotów spowodowanych niecodzienną burzą, zarządzaliśmy również kilkoma lotami na średniej wysokości około 400 stóp, nagrywający materiał filmowy z dwóch kamer wideo, jedna umiejscowiona była z tyłu samolotu, a drugą miał Greg, który siedział z przodu w raz z pilotem, robiąc dookoła cały czas 300 fotografii " powiedział Mike, który obchodził 73. urodziny w Peru.
Po wyczerpujących 12 dniach w dżungli i 30 godzinnej podróży powrotnej do domu, ojciec, syn i ich zespół mogli w końcu badać dowody bardziej szczegółowo, dzięki 700 zdjęciom i pięciu godzinom filmu wideo.

"Danych jest bardzo dużo i jeszcze wiele miesięcy przed nami zanim nasza misja zostanie doceniona, ale część już przemawia za naszymi teoriami 'kanałów' stworzonymi przez te olbrzymy, ponieważ robią one swoje przejścia przez gęstą dżunglę, zwalając drzewa wysokie nawet na 90 stóp, ale co ważniejsze nam udało się złapać jednego z tych samotniczych olbrzymów na kamerze jak przechodzi przez jeden z jego wodnistych kanałów." – mówił Colonel Percy Fawcett, który dostał zlecenie poprzez Royal Geographical Society w Londynie. Po pierwszym kontakcie z olbrzymią anakondą, najpierw udokumentował 'tropem 6 stóp' zwane teraz 'kanałami'.

Teraz podzielili się odkryciami z Peruwiańskim rządem, National Geographic Society w Waszyngtonie i Uniwersytetem Queens w Belfaście.

Zespół spędzi miesiące przy analizowaniu materiału filmowego i już planuje powrót w to samo miejsce w październiku, razem z technologią ukazywania termicznego obrazu, która pomoże sprawdzić liczebność anakond. Mają również nadzieję, że pojedzie z nimi jakaś załoga telewizyjna.

Greg wywnioskował:
"Prawdziwym bohaterem jest mój ojciec. To jest niewiarygodne spędzić 23 lata przy zbieraniu informacji na temat tej Anakondy, a potem osiągnąć cel w wyprawie gdzie inni zawiedli."


Opublikowała dnia: 04 June 2009
MARY MAGEE
źródło: http://www.lisburntoday.co.uk/news/LISB ... 5335325.jp
tłumaczył: dżekson, http://www.paranormalne.pl
Komentarze | Napisz komentarz
 

Meksyk: Skrzydlaty człowiek sieje panikę w Chihuahua
(dodano: 06 Jun 2009, 17:45)

Meksyk ma swojego Mothmana. Na początku marca samochód młodego świadka ścigany był przez wysoką uskrzydloną postać. Zszokowany świadek twierdzi, że postać o czerwonych oczach ścigała jego samochód przez 15 minut. To jednak nie wszystko, bo jak mówią miejscowi świadków obserwacji stworzenia jest znacznie więcej. Czy mamy do czynienia ze zbiorową paniką, czy też może kolejną meksykańską wersją historii o Człowieku-ćmie?

Z Meksyku po raz kolejny docierają informację o zdarzeniach przypominających jako żywo scenariusz filmu fantastycznego połączonego z masową paniką spowodowaną strachem przed niesamowitym stworzeniem. Sceny te przywodzą na myśl wydarzenia, jakie rozegrały się przed ponad 40 laty w Point Pleasant w Zachodniej Wirginii, które terroryzowane było przez tajemniczą skrzydlatą istotę nazwaną Mothmanem – człowiekiem ćmą. Jak widać historia lubi się powtarzać.

Przyglądając się wydarzeniom w stanie Chihuahua warto zwrócić uwagę na kilka kwestii i zadać sobie parę ważnych pytań, które pomogą nam w rozpatrzeniu zarówno tego, jak i innych przypadków noszących podobne cechy. Najpierw dowiedzmy się jednak, jak rozpoczęły się zdarzenia.

Co się wydarzyło w La Junta?

Anonimowy student, który za nic w świecie nie chce ujawnić swych personaliów nadal nie może dojść do siebie po wydarzeniu, które rozegrało się 6 marca, tuż przez północą, kiedy to kierował się on z okolicy uczelni o nazwie Universidad Regional del Norte do swego domu w La Junta. Gdy dotarł do Puente Sin Nombre musiał jednak zahamować, widząc na drodze ciemną postać przypominającą garbatego mężczyznę, który wyglądał na okrytego kocem lub płachtą. Kiedy jego auto zbliżyło się bardziej w kierunku tajemniczej postaci, ta miała wstać i rozwinąć ogromne „nietoperzowe” skrzydła, których rozpiętość równała się ponoć szerokości drogi, a następnie wzbiła się w powietrze. Rysunek przedstawiający stworzenie z La Junta (za: Inexplicata)

Młody człowiek, cieszący się na uczelni dobrą opinią, nie namyślał się długo i rzucił do ucieczki, jednakże w tym momencie… rozpoczął się trwający przez ponad kwadrans pościg, kiedy to tajemnicze stworzenie dorównywało prędkością samochodowi studenta i przyglądało się mu przez szybę od strony pasażera. Zszokowany świadek postanowił zadzwonić do domu. W głosie pełnym strachu i rozpaczy próbował on opisać swej matce wygląd stwora – człowieka, czy też skrzydlatego zwierzęcia, które wdało się za nim w pościg. Był na tyle przerażony, że uważał, że to jego ostatnie chwile.

Rysunek mający przedstawiać skrzydlatą postać z La Roja

Dziś świadek wciąż żywo reaguje na spotkanie z ponad dwumetrową postacią o krwistoczerwonych oczach, dwoma parami skrzydeł (większymi i mniejszymi znajdującymi się u dołu), które pozwalały mu na rozwijanie niewyobrażalnej prędkości i niewielkimi rękami wyglądającymi na mało umięśnione, którymi stworzenie uderzało w boczną szybę jego samochodu. Student dodaje także, że stworzenie miało twarz pokrytą futrem oraz wypukłe czoło.

Na przerażonym studencie się jednak nie skończyło, zaś legenda o człowieku – nietoperzu z La Junta rozrosła się po miesiącu do sporych rozmiarów.

Pościg Mothmana

Pewną listopadową nocą dwa młode małżeństwa z Point Pleasant w Zachodniej Wirginii przeżyły bliźniaczo podobne zdarzenie. Państwo Scarberry i Malette przejeżdżający samochodem niedaleko opuszczonej fabryki zauważyli w mroku dwa czerwone światła, które okazały się być oczyma nieznanej istoty, która wkrótce rzuciła się w pogoń za nimi. Tak narodziła się legenda Mothmana.

Historia młodych ludzi skłoniła władze do reakcji, jednakże był to tylko początek dziwnych wydarzeń w regionie, nie ograniczających się jedynie do obserwacji wysokiej ciemnej postaci przypominającej niekiedy zgarbionego człowieka, z pokaźnymi skrzydłami i bardzo charakterystycznymi krwistoczerwonymi oczyma.

Saga Mothmana trwała jeszcze długo. W międzyczasie dokonano wielu obserwacji stworzenia i wielu innych zdarzeń, które w swej książce z 1975 roku opisał John Keel. W ich skład wchodziły nie tylko obserwacje UFO, ale też spotkania z tzw. ludźmi w czerni, obserwacje innych „nietypowych” stworzeń czy nawet manifestacje poltergeistów.

Choć historia brzmi jak wyjęta z filmu fantastycznego miasto rzeczywiście pogrążyło się wówczas w zbiorowej panice spowodowanej dziwnymi zdarzeniami. Oczywiście wydarzenia, jakie rozegrały się w 1966 roku wzbudziły uwagę zmuszonych do reakcji władz, naukowców i dziennikarzy, którzy zaczęli snuć różne teorie na temat pochodzenia Mothmana. Do dziś nie wiadomo, czym był i czy rzeczywiście istniał, choć wiele relacji wskazuje na to, że rzeczywiście mieliśmy do czynienia z czymś niezwykłym o nieokreślonej naturze. Niewykluczone jest jednak to, że sprawa Mothmana była z założenia eksperymentem mającym na celu pokazać, w jaki sposób relacje o niezwykłych zjawiskach mogą być wykorzystane do kontroli zachowań społecznych. Pojawiło się również wiele innych krytycznych głosów na temat historii o Człowieku-ćmie, jednakże nie stanęło to na drodze do tego, aby historia o Mothmanie stała się jedną z najbardziej znanych współczesnych legend.

Powróćmy jednak do historii z Meksyku. Według mediów nieprzyjemne spotkanie studenta miało miejsce w okolicy, gdzie potem odnaleziono kilka martwych zwierząt gospodarskich zabitych w ten sam sposób (dwie rany: na szyi oraz ogonie). Pojawili się także inni świadkowie obserwacji.

Jedna z okolicznych kobiet przyznaje zupełnie poważnie, że widziała postać przypominająca śmierć. Ivonne postanowiła jednak, że nie powie o tym nikomu za wyjątkiem najbliższych, ale zmieniła zdanie słysząc historie o człowieku-nietoperzu.

Ivonne (która również woli pozostać anonimowa) – młoda matka, odwoziła przyjaciółkę do domu, zaś w drodze powrotnej wiodącej niedaleko cmentarza, zauważyła coś dziwnego. Postać przypominała duży posąg lub wysokiego mężczyznę przykrytego kocem lub płaszczem. Przerażona kobieta popędziła do domu mówiąc o spotkaniu jedynie swej matce i mężowi. Dopiero po przeczytaniu historii o pościgu opublikowanej w „El Heraldo del Noroeste” zdecydowała się ona opowiedzieć o wydarzeniu.

Dziś, kilka tygodni po pierwszych relacjach, wciąż pojawiają się nowe, ale na wszelkie potwierdzenia przyjdzie jeszcze poczekać, bowiem pod wpływem powszechnej paniki i zaciekawienia, historia może „pisać się sama”.

Ponieważ zwykle w takich przypadkach po pewnym czasie trudno odróżnić już rzeczywistość od legendy, na część relacji należy patrzeć z pewną szczyptą krytycyzmu. Inne późniejsze relacje mówią m.in. o kobiecie słyszącej dziwne dźwięki i trzepot skrzydeł istoty czy też mężczyźnie, który widząc istotę w locie doznał ataku serca. Najciekawsza z tych historii wspomina o stróżu pracującym w gospodarstwie rolnym, który słysząc dźwięki „nie do opisania” postanowił sprawdzić skąd dochodzą i ujrzał zaplątaną w sieć skrzydlatą istotę.

Co ciekawe, miejscowe władze nie pozostały bierne na doniesienia o stworzeniu, jednakże nie osiągnięto w tej sprawie żadnych rezultatów. To, co dla jednych pozostaje mitem i przyczyną szerzącej się masowej histerii, dla drugich wydaje się być całkiem realnym zagrożeniem.

Potwory lubią Amerykę

Łatwe, lekkie i dość przerażające historie bardzo łatwo trafiają w gusta czytelników. Równie łatwo dopisują się ich kolejne rozdziały, gdzie pojawiają się coraz to nowi świadkowie i okoliczności. Warto zadać sobie jednak kilka pytań z ominięciem tego najważniejszego – dotyczącego pochodzenia tajemniczej istoty. Wszelkie dywagacje na ten temat, od teorii o jej paranormalnym pochodzeniu po próby dopatrzenia się w niej dzikiego zwierzęcia, niewiele wniosą do tematu. Ważniejsze jest dostrzeżenie kilku ciekawych zależności, nie tylko z historią z 1966 roku, ale także innymi wydarzeniami z terenów Ameryki Łacińskiej.

Otóż nie tylko UFO upodobało sobie ten region świata, bo podobnie jest ze wszelkiej maści nadnaturalnymi istotami, począwszy od Chupacabras na latających humanoidach kończąc. W 1995 roku świat po raz pierwszy usłyszał o fali ataków dziwnego stworzenia terroryzującego Portoryko. Szkodom dokonywanym wśród zwierząt gospodarskich towarzyszyło uczucie paniki oraz bezsilność władz obarczających winą bezpańskie psy. Po jakimś czasie zjawisko Chupacabras z Portoryko (opisywanego jako szczególnie odrażające stworzenie o niezwykłych właściwościach) zaczęło słabnąć, aby… rozprzestrzenić się na inne kraje regionu. Jednakże relacje o Chupacabras dokonujących spustoszenia w Meksyku czy nawet USA znacznie różniły się od oryginalnych relacji z Portoryko, przede wszystkim pod względem wyglądu zewnętrznego istoty. Kolejnym przykładem meksykańskiej specjalności są obserwacje tzw. latających humanoidów. To właśnie z tego kraju pochodzi nie tylko znaczna część obserwacji, ale też materiały fotograficzne mające według niektórych być dowodem na to, że na naszym niebie krążą dziwne postaci, a według innych będące przykładem złego rozpoznania balonów lub latawców.

Nasuwa się zatem prosty wniosek związany z tym, że pewne historie lub legendy, zawierające elementy mówiące o zjawiskach niezwykłych mają szczególną tendencję do rozwijania się w krajach Ameryki Łacińskiej, skąd zresztą bodajże najwięcej barwnych relacji o UFO. Głównym problemem do rozstrzygnięcia pozostaje to, czy w grę wchodzi tylko barwna i bujna wyobraźnia mieszkańców regionu, czy też może inny element wymagający poważniejszego potraktowania.

Źródło: http://infra.org.pl/kryptozoologia/przy ... -chihuahua
Na podstawie informacji: Inexplicata – the Journal of Hispanic Ufology, Ana Luisa Cid
Komentarze | Napisz komentarz
 

Niezidentyfikowane obiekty na odczycie z sonaru na jeziorze Loch Ness
(dodano: 02 Jun 2009, 02:25)

Eksperci badający jezioro Loch Ness z wielką uwagą przyglądają się najnowszym obrazom z sonaru. Na obrazach widocznych jest 5 niezidentyfikowanych obiektów, znajdujących się w odległości ok 60 metrów od sonaru. Tajemnicze obrazy zarejestrowano podczas przeczesywania jeziora Loch Ness w czwartek 28 maja około godziny 11:20 czasu miejscowego, między miejscowościami Dores i Urquhart Castle.



Wśród załogi statku badawczego Jacobite Queen znajdują się kapitan John Askew i badacz Adrian Shine, którzy już od wielu lat badają sprawę tzw potwora z Loch Ness. Obydwaj zgodnie twierdzą, iż odczyt z sonaru zrobił na nich ogromne wrażenie. Wkrótce badacze spróbują wrócić w to miejsce i dokonać ponownego odczytu w nadziei ponownego zaobserwowania zarejestrowanych obiektów.
Komentarze | Napisz komentarz