Nick:   Hasło: Zapamiętaj :: Nie masz konta? Zarejestruj się
wycinanie drzew kobyłka | pomponiki

Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, kredyty, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...





Quizy w KryptoZoo
Żywe pterodaktyle
Dodano: 2015-02-24 22:55:31
Powyższe "zaginione zdjęcie pterodaktyla" trafiło do Internetu w 2011 roku. Z większością takich fotografii jest jeden problem: osoby nadsyłające je do redakcji czasopism, stacji radiowych, itd. nie podają żadnych informacji na temat okoliczności ich powstania. To rodzi uzasadnione przypuszczenia o sfałszowanie materiału


"Jest wielki, wielki, naprawdę bardzo duży" - tak pilot John Bouker opisywał gigantycznego ptaka o rozmiarach małego samolotu, którego oraz kilku innych pilotów widzieli nad południowo-wschodnią Alaską w październiku 2002 roku. Według gazety Anchorage Daily News w wydaniu z 15 października tamtego roku, Bouker początkowo podchodził sceptycznie do doniesień o ogromnych ptakach. Później on oraz pasażerowie jego samolotu zobaczyli je na własne oczy. Naukowcy do teraz nie są pewni, co tak naprawdę zaobserwował Bouker i inni piloci. (TUTAJ są dostępne kopie artykułów z Anchorage Daily News)

Takie obserwacje nie są tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Były zgłaszane z wielu miejsc, począwszy od czasów starożytnych aż po dzień dzisiejszy. Obserwacje są różne. Niektóre z gigantów przypominają znane ptaki, jak na przykład orły, choć o niewyobrażalnych rozmiarach. Inne wyglądają jak dawno wymarłe pterodaktyle lub pteranodony.

Czy mogą istnieć żywe dinozaury? Autor tego artykułu, David Hatcher Childress, jest przekonany że tak. Uważa wręcz, że pteranodony mogą stanowić wyjaśnienie dla innych tajemniczych stworzeń - chupacabr lub "wysysaczy kóz", małych podstępnych bestii o kangurzych nogach i świecących czerwonych oczach, które zwróciły na siebie uwagę w 1995 roku, kiedy to oskarżono je o pogrom zwierząt gospodarskich w Portoryko. W dalszej części tekstu, Childress opisuje obserwacje ogromnych ptaków, jak również omawia powody do uznania, że te zagadkowe stworzenia mogą być żywymi dinozaurami.

Childress jest założycielem World Explorers Club z siedzibą w Kempton w amerykańskim stanie Illinois oraz wydawcą magazynu World Explorer. Spędził wiele lat, podróżując po świecie i tropiąc starożytne zagadki, napisał też wiele książek i artykułów im poświęconych.

- - -


Doniesienia o dziwnych latających gadach, niekiedy dość dużych, pojawiają się również i współcześnie. Jak się przekonamy, zgłoszenia mówiące o pteranodonach, smokach, gromoptakach i podobnych stworzeniach są relatywnie częste. Czy nagły wysyp relacji o atakach i obserwacjach chupacabr może być powiązany ze sporadycznymi falami obserwacji pteranodonów?

Pod wieloma względami, chupacabry i żyjące pteranodony wydają się pasować do siebie. Jedno i drugie są mięsożernymi potworami. Pteranodony również mogą wypijać krew i zajadać się organami wewnętrznymi, które są łatwe do zjedzenia. Ptaki padlinożerne, takie jak sępy czy kondory, zjadają najpierw mięso znajdujące się na wierzchu, usta, oczy, podbrzusze, itd. Wydaje się to naturalne również w przypadku pteranodonów. Co prawda, chupacabrowy zwyczaj wypijania całej krwi przez dwa otwory na karku, w sposób podobny do legendarnych wampirów, wygląda bardziej na fikcję niz rzeczywistość. W Chile tak naprawdę zwierzęta znikały lub były zjadane do połowy. Pteranodony to brutalne zwierzęta mięsożerne, posiadające bardzo ostre kły i szpony do rozdzierania ofiar. Przypuszczalnie żerują nocą, podobnie jak sowy. Kryptozoolodzy przez dziesięciolecia rozważali możliwość, że zwierzęta te przetrwały w górach północnego Meksyku lub w południowych Andach.

Jako wyjaśnienia tych przeróżnych doniesień proponowano wielkie nietoperze, ogromne superorły zwane "pteratornami" oraz dziwnych "ludzi-ćmy". Obecnie skłaniam się w sposób niedwuznaczny ku stwierdzeniu, że te legendy i obserwacje można przypisać żyjącym wciąż latającym dinozaurom - pterodaktylom, a mówiąc dokładniej, pteranodonom.

Dzięki skamieniałościom wiemy, że te stworzenia kiedyś istniały. Obserwacje mają miejsce po dziś dzień, istnieją również legendy, gdzie jednak szukać fizycznego dowodu na to, że te kreatury wciąż istnieją? Przede wszystkim, należy mieć na uwadze że skamieniałości to anomalne artefakty geologiczne, powstałe zwykle w wyniku jakiegoś kataklizmu lub erupcji wulkanicznej. W większości zwierzęta, które umierają z przyczyn naturalnych lub za sprawą drapieżnika, po prostu rozkładają się i obracają w pył. Oznacza to, że pterodaktyl który padł na pustyni, w dżungli lub pośród górskich skał 1000 lat temu (a nawet 10), nie pozostawiłby po sobie skamieniałości świadczących o tym, że tam był.

Drugą rzeczą odnoszącą się do tych niesamowitych zwierząt, o której musimy pamiętać, jest to że są to zwierzęta nocne i zamieszkują ekstremalnie odległe i niezamieszkane rejony na Ziemi. Mimo to, istnieją dosłownie setki zgłoszeń z całego świata o ogromnych ptakach i latających jaszczurach. Najbardziej zdumiewającą spośród skamielin pteranodona była ta odnaleziona w rezerwacie Big Bend National Park w Teksasie. To właśnie tam w 1975 roku odnaleziono szkielet wielkiego pteranodona. Rozpiętość jego skrzydeł wynosiła 51 stóp (15,5 metra) i były to największe znalezione do tej pory skamieniałe szczątki latającego gada. Inne pterodaktyle były znacznie mniejsze i posiadały skrzydła o rozpiętości od 8 do 20 stóp (2,4 do 6 metrów).

Choć uważa się, że pteranodony wymarły około 65 milionów lat temu, być może nie do końca jest to prawda. Wiele zwierząt z tamtego okresu wciąż istnieje - dla przykładu, krokodyle, żółwie, czy też słynne prehistoryczne ryby opustokolczaste. Ponieważ wieku skamieniałości nie da sie ustalić żadną znaną metodą techniczną, i ponieważ obecnie stosowane datowanie pozostałości geologicznych opiera się na powszechnie przyjętej teorii Jednolitości powolnych zmian geologicznych, czas powstania wielu skamielin może być nam znacznie bliższy niż owe 65 milionów lat.

Legendy o latających gadach

Chińczycy od tysięcy lat posiadają legendy o latających gadach zwanych smokami, jak również o latających wężach - które wydają się czymś innym. Wizerunki latających smoków są w Chinach tak częste, że można je uznać za jeden z najczęściej występujących motywów. Czy są to stylizowane przedstawienia prawdziwych zwierząt powietrznych? Starożytni Chińczycy z całą pewnością sądzili, że one naprawdę istniały.

Podobnie zresztą wiele krajów Europy i Śródziemia posiada mity i legendy o bohaterach walczących z latającymi gadami lub smokami. Przedstawiane często jako uskrzydlone węże czy aligatory, te smoki również często pojawiały się na obrazach, do dziś występują też w herbach rodzin królewskich. Czy smoki - latające gady - pterodaktyle - wciąż istniały w niewielkich liczbach, nawet w średniowieczu?

Prawie każde plemię indiańskie, od Alaski aż po Ziemię Ognistą, posiada legendy o gigantycznych latającym potworze tak wielkim, że "zasłaniał słońce". Uderzenia skrzydeł tych gigantów wywoływały burze, nazywano je więc "gromoptakami" (Thunderbirds). Indianie z plemienia Navajo wciąż wykonują swój taniec gromoptaka, przekazują również legendy o "potworze z urwiska", który mieszkał wysoko pośród skał i przylatywał, by porywać ludzi i karmić nimi swoje młode. Rdzenni mieszkańcy z plemienia Haida z Wysp Królowej Charlotte w Kolumbii Brytyjskiej wierzą, że niektóre z gromoptaków były tak duże, że potrafiły dosłownie wyciągać z morza małe wieloryby. Wiele z ich dzieł sztuki i rzeźb przedstawia właśnie takie łowy gromoptaka.

Wielu Indian z Ameryki Południowej uważało, że ten ptak ciągle prowadził wojnę z siłami zamieszkującymi wody oceanów, szczególnie z rogatym wężem, oraz że rozdzierał wielkie drzewa w poszukiwaniu dużych larw, które były jego ulubionym pokarmem.

Sugerowano, że gromoptak jest tak naprawdę żywą skamieliną - pteranodonem. Choć w niewielkiej ilości, szczególnie w dzisiejszych czasach, to jednak pterozaury mogły przetrwać w małych ilościach, ukryte w niedostępnych obszarach pustynnych i górskich. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to jednak - jak już wspomniałem - doniesienia o "ogromnych ptakach" i pteranodonach pojawiają się do dziś na całym świecie.

Taką istotę mieli zobaczyć w 1868 roku górnicy w chilijskiej miejscowości Copiapó. Rekonstrukcja wykonana przez Williama Rebsamena


Pterodaktyle w Ameryce Południowej

W Ameryce Południowej wciąż krąży wiele legend i historii o wielkich uskrzydlonych stworzeniach. Przekazywano je jeszcze w czasach przed przybyciem konkwistadorów, a niektóre z nich wydają się oparte na dużo nowszych obserwacjach. Taki oto artykuł, opisujący zdarzenie z Copiapó w Chile z kwietnia 1868 roku, ukazał się w lipcu 1868 roku w czasopiśmie "The Zoologist": "Wczoraj, około piątej po południu, gdy zakończyła się dzienna zmiana w tutejszej kopalni i wszyscy robotnicy wspólnie oczekiwali na kolację, zobaczyliśmy nadlatującego z boku wzgórza gigantycznego ptaka, którego na pierwszy rzut oka uznaliśmy za jedną z chmur częściowo przykrywających niebo, która mogła zostać oddzielona od reszty przez wiatr. Ptak kierował się z północnego zachodu na południowy wschód, leciał szybko i w linii prostej. Gdy przelatywał blisko nad naszymi głowami, zauważyliśmy dziwny kształt jego ciała. Na swoich ogromnych skrzydłach posiadał coś, co wyglądało jak gruba szczecina dzika, podczas gdy na jego ciele - długim jak u węża - widzieliśmy tylko lśniące łuski, które uderzając o siebie wydawały metaliczny dźwięk, gdy to dziwne zwierzę obracało swoim ciałem w trakcie lotu".

Niejaki pan J. Harrison z Liverpoolu zeznał, że również w Ameryce Południowej w 1947 roku, w trakcie przepływania przez ujście Amazonki o nazwie Manuos, on i inni świadkowie obserwowali z pokładu łodzi pięć wielkich ptaków, przelatujących nad ich głowami w dół rzeki w kluczu w kształcie litery V. Jak wspomniał w swoim liście pan Harrison, nie były to jednak zwykłe ptaki: "Rozpiętość ich skrzydeł od jednego czubka do drugiego musiała wynosić przynajmniej 12 stóp (3,65 metra). Były koloru brązowego, takiego jak brązowa skóra, bez widocznych piór. Głowy były płaskie u góry, miały długie dzioby i długie szyje. Skrzydła były prążkowane". Stwierdził, że te stworzenia "wyglądały po prostu jak te wielkie prehistoryczne ptaki".

Kolejne wysoce podejrzane zdjęcie "ustrzelonego pterodaktyla" - tę fotografię otrzymał Arthur Bell, prowadzący znaną w USA audycję o tematyce paranormalnej w radiu Coast To Coast AM


Spotkanie samolotu z pterodaktylem?

Podobny incydent z Ameryki Południowej został opisany w 1992 roku w australijskim tygodniku "People". Tym razem mały samolot pasażerski nieomal zderzył się z wielką latającą jaszczurką nad górzystą dżunglą w Brazylii. Na pokładzie wśród pasażerów obecny był amerykański antropolog, dr George Biles, który tak opisał to zdarzenie: "To był klasyczny biały pterodaktyl o wielkiej rozpiętości skrzydeł. Oczywiście, przez wiele lat słyszałem plotki jakoby te prehistoryczne stworzenia wciąż nawiedzały Amazonkę. Byłem jednak sceptyczny, jak wszyscy zresztą. Obok nas nie leciał jednak ani samolot, ani NOL. To był pterodaktyl".

W artykule magazynu "People" czytamy, że pterodaktyl leciał tuż obok samolotu, gdy ten przygotowywał się do lądowania, oraz że pilot nieco zboczył z kursu, chcąc uniknąć zderzenia z "wielkim ptakiem". Stewardesa o nazwisku Maya Cabon powiedziała: "Tutaj znajdował sie ten wielki stwór, który leciał obok samolotu. Znajdował się zaledwie kilka stóp od okna - i patrzył prosto na mnie. Myślałam, że wszyscy zginiemy". W tekście nie podano rozmiarów stworzenia, zaś historie takie jak ta zaczynają budzić podejrzenia gdy pilot stwierdza w wypowiedzi: "...leciał prosto na nas i był bardzo wielki!".

Pierzasty wąż

W mitologii i religii Ameryki Środkowej istnieje bardzo żywa tradycja Quetzalcoatla, czyli Pierzastego Węża (podczas gdy Quetzalcoatl był człowiekiem lub grupą ludzi, był nazywany na cześć "pierzastego węża"). Czy istniał kiedyś taki latający gad? Biolodzy mówią, że tak - były to pterozaury lub pteranodony, one jednak wyginęły miliony lat temu. A może jednak? I czy mogą one stanowić możliwe wyjaśnienie dla niektórych obserwacji chupacabr?

Jak podaje słynny kryptozoolog Loren Coleman w swojej książce "Mysterious America", w pierwszej połowie lat 70-tych szeroko rozpowszechniony został film przedstawiający pterodaktyla przelatującego nad Jukatanem. W ruinach budowli Majów w północno-wschodniej części stanu Vera Cruz w Meksyku znaleźć można rzeźby przedstawiające coś, co przypomina pteranodony.

W wydaniu z listopada 1968 roku magazyn "Science Digest" opublikował artykuł pod tytułem "Serpent-Bird of the Mayans" (wężowy ptak Majów), poświęcony pteranodonowi przypuszczalnie wyrzeźbionemu na ścianie piramidy w Tajin. W artykule czytamy: "W Totonacapan w północno-wschodniej części stanu Veracruz w Meksyku odkryto starożytną majańską płaskorzeźbę przedstawiającą osobliwego ptaka o cechach gada. Sprawca tego odkrycia, meksykański archeolog i dziennikarz Jose Diaz-Bolio mówi, że istnieje dowód, że płaskorzeźba przedstawiająca wężowego ptaka, znajdująca się na ruinach Tajin, nie jest tylko i wyłącznie produktem fantazji Majów, ale realistyczną reprezentacją zwierzęcia, które żyło w okresie istnienia starożytnej cywilizacji Majów - 1000 do 5000 lat temu".

"Jeśli takie wężowe ptaki rzeczywiście istniały wespół z kulturą Majów, płaskorzeźba przedstawia zaskakującą osobliwość ewolucyjną. Uważa się, że zwierzęta o takich cechach wymarły 130 milionów lat temu. Archaeornis and the archaeopteryx - które mniej więcej przypomina ta rzeźba - były latającymi gadami, które wymarły w okresie Mezozoiku".

"Ponieważ zgodnie z obecną wiedzą człowiek pojawił się na świecie około miliona lat temu, pojawia się rozbieżność wynosząca 129 milionów lat. Ta para (Majowie i wężowy ptak) nigdy nie powinna się spotkać. Jose Diaz-Bolio kontynuuje jednak swoje śledztwo i mówi, że wie o istnieniu czaszki wężowego ptaka, która może stanowić wskazówkę do rozwiązania zagadki, gdy ta zostanie już zidentyfikowana".

Pomysł, jakoby "pierzasty wąż" Majów rzeczywiście istniał, był popularny przez wiele lat. Koncepcja, według której to stworzenie było latającym gadem o długiej szyi, został wykorzystany w filmie z 1946 roku pod tytułem "The Flying Serpent" z Georgem Zucco oraz w nieco nowszym filmie Davida Carradine "Q - The Winged Serpent" z 1982 roku. "Q" oznacza "Quetzalcoatla" Majów, czyli "pierzastego węża". Choć te filmy klasy "B" wywarły na odbiorcach niezbyt duże wrażenie, pokazują, że idea latających węży - zwanych również pteranodonami - stanowi popularny element wiary wzdłuż granicy meksykańskiej.

Szkic rzekomo wykonany na podstawie zaginionego zdjęcia z Tombstone


Zaginione zdjęcie pterodaktyla

Według badacza tajemnic, Johna Keela, skontaktowało się z nim na piśmie ponad 20 osób, które twierdziły że widziały zdjęcie martwego pterodaktyla, przybitego do ściany jednego z budynków w Tombstone w amerykańskim stanie Arizona. Keel twierdzi, że również widział tę fotografię, nikt jednak nie jest w stanie sobie przypomnieć, gdzie się ona znajduje!

W swoim tekście "Beyond the Known" z magazynie "Fate" z marca 1991 roku Keel szczegółowo omawia tę intrygującą fotografię. Cytuje również list otrzymany od syna Roberta Lymana z Pennsylvanii, który napisał wiele artykułów i książek na temat dziwnych spraw i zagadek. Tak pisze Lyman o gromoptakach w swojej książce "Amazing Indeed": "Około roku 1900 dwaj poszukiwacze zastrzelili jednego z tych ptaków i zabrali go do Tombstone w Arizonie. Po przybiciu do ściany w budynku czasopisma Tombstone Epitaph rozpiętość jego skrzydeł wynosiła 36 stóp (11 metrów). Fotografia ukazywała sześciu mężczyzn stojących pod tym ptakiem i trzymających się za ręce. Jeden z nich rzekł: `Cholera, nie ma takiego ptaka, nigdy nie było i nigdy nie będzie`. Widziałem to zdjęcie w gazecie. Wiele innych osób również je pamięta. W ostatnich latach nikomu nie udało się go odnaleźć. W Hammersley Fork kilka lat temu dostępne były dwie kopie. Jedna spłonęła w [pożarze] domu. Drugą zabrali jacyś obcy ludzie"...

Jeszcze jedno zdjęcie mające przedstawiać pteranodona. Podobnie jak w przypadku innych ukazanych tutaj fotografii, brak jakichkolwiek danych na temat czasu i okoliczności wykonania zdjęcia (być może jest to fałszywka)


"Panie władzo, mam pterodaktyla na podwórku!"

Nie mam wątpliwości co do tego, że w XIX wieku miały miejsce obserwacje pterodaktyli. Tak naprawdę obserwacje na pustyni Sonora zdarzają się do dziś. Na początku 1976 roku miała miejsce fala obserwacji "latającego gada" w dolinie rzeki Rio Grande wzdłuż granicy między USA a Meksykiem.

Jedno z pierwszych spotkań miało miejsce rankiem 26 grudnia 1975 roku, gdy ranczer o nazwisku Joe Suarez odkrył, że koza którą zamknął w ogrodzeniu w Raymondville w Teksasie (około 30 mil na północ od Rio Grande w południowo-wschodniej części Teksasu) została rozerwana na strzępy i częściowo zjedzona przez nieznanego napastnika. Koza była okaleczona z prawej strony i leżała w kałuży krwi, pozbawiona serca i płuc i z rozbitym pyskiem. Gdy funkcjonariusze policji badali jej zwłoki, krew była jeszcze płynna i ciepła. Nie mogli znaleźć przy kozie żadnych odcisków stóp i doszli do wniosku, że śmierć spowodowało latające zwierzę nieznanego pochodzenia.

Później, 14 stycznia 1976 roku około 10:30 wieczorem w tym samym miasteczku, w północnej części Raymondville, młody mężczyzna o nazwisku Armando Grimaldo siedział na tyłach domu swojej teściowej, gdy nagle został zaatakowany przez dziwne uskrzydlone stworzenie.

Oto co przekazał Armando lokalnej prasie: "Gdy się odwracałem aby rozejrzeć się po drugiej stronie domu, poczułem że coś mnie chwyta, coś wielkiego z pazurami. spojrzałem za siebie, zobaczyłem to cos i zacząłem biec. Nigdy wcześniej niczego się nie bałem, tym razem jednak byłem naprawdę przerażony. To była najbardziej przerażająca rzecz, jaką w życiu widziałem".

Ten dziwny latający napastnik wyłonił się z nieba - według opisu Grimaldo, miał on około sześciu stóp wzrostu (1,8 metra) i skrzydła o rozpiętości od dziesięciu do dwunastu stóp (3,2 do 3,6 metra). Istota posiadała skórę koloru czarnawo-brązowego, twardą i pozbawioną piór. Zwierzę miało duże czerwone oczy.

Grimaldo był przerażony. Krzyczał i próbował uciekać, jednak potknął się i upadł twarzą na ziemię. Gdy próbował wstać i uciec do domu swojej teściowej, bestia wciąż zaczepiała go pazurami, rozrywając ubrania, które były już dosłownie podarte na strzępy. W końcu mężczyźnie udało się schować pośród krzaków, a atakujące zwierzę odleciało, ciężko oddychając.

Grimaldo wbiegł następnie do domu, upadając na podłogę i krzycząc bez przerwy "pajaro" (po hiszpańsku ptak). Został zabrany do szpitala, gdzie wyleczono go z szoku, zaleczono niewielkie rany i wypuszczono do domu.

Płonące czerwone oczy

Niedługo później, w nieodległym Brownsville w Rio Grande, podobne stworzenie uderzyło w przenośny dom należący do Alverico Guajardo na obrzeżach miasteczka. Alverico wyszedł ze swojej przyczepy, aby zbadać zdarzenie. gdy tylko zauważył tuż obok tego miejsca duże zwierzę, wszedł do swojej przyczepy i włączył światła, aby zobaczyć to stworzenie, które później opisał jako "coś z innej planety".

Gdy tylko rozbłysły światła, to coś uniosło się i spojrzało na Alverico płonącymi czerwonymi oczami. Alverico, sparaliżowany ze strachu, mógł tylko wpatrywać się w stworzenie, którego długie, nietoperzowe skrzydła były przymocowane do jego ramion. Przez całą krótką chwilę zwierzę "wydawało z gardła okropnie brzmiący odgłos". Wreszcie, po dwóch lub trzech minutach wpatrywania się w światła przyczepy, zwierzę oddaliło się kilka stóp za najbliższą drogę i zniknęło w ciemnościach.

A były to tylko pierwsze z wielu dziwnych spotkań z na pierwszy rzut oka prehistorycznymi "ptakami". Również w styczniu 1976 roku dwie siostry, Libby i Deany Ford, dostrzegły wielkiego i dziwnego "dużego czarnego ptaka" nad stawem nieopodal Brownsville. Kreatura była tego samego wzrostu co one i miała "pysk podobny do nietoperza". Później, na podstawie książki o prehistorycznych zwierzętach, zidentyfikowały ją jako pteranodona.

Gazeta "The San Antonio Light" w wydaniu z 26 lutego 1976 roku doniosła, iż troje nauczycieli z miejscowej szkoły zauważyło ogromnego ptaka przelatującego wzdłuż drogi nisko nad samochodami, gdy jechali do pracy dwa dni wcześniej. Zwierzę miało pierzaste skrzydła o rozpiętości 15 do 20 stóp (4,5 do 6 metrów). Niekoniecznie latało, bardziej ślizgało się w powietrzu. Świadkowie twierdzili, że stworzenie leciało na tyle nisko, że gdy pikowało nad samochodami, jego cień okrywał całą drogę.

Gdy troje świadków obserwowało to duże latające stworzenie, zauważyli też drugie, krążące nad stadem bydła. Jak mówili, wyglądało jak "przerośnięta mewa". Później w swojej szkole przeglądali encyklopedie i zidentyfikowali stworzenie jako pteranodona.

Obserwacje latających gadów nad Teksasem na jakiś czas ustały, wtem jednak 14 września 1982 roku James Thompson, technik karetki z Arlingen, zauważył "podobny do ptaka obiekt" przelatujący nad Autostradą 100 na wysokości co najmniej 150 stóp nad powierzchnią (45 metrów). Była godzina 3:55 rano, a to duże latające stworzenie z pewnością było nocnym łowcą. "Sądziłem, że wyląduje jak typowy samolot" - powiedział Thompson wydawanej w Rio Grande gazecie "Valley Morning Star". "Wydawało mi się, że to samolot, jednak stworzenie machnęło skrzydłami na tyle mocno, że znalazło się nad łąką. Miało czarną lub szarawą szorstką powierzchnię. To nie były pióra. Jestem całkowicie pewny, że była to jakaś pokrywa. Widziałem tylko, jak to coś odleciało". Podobnie jak inni, świadek opisał to stworzenie jako "ptaka przypominającego pterodaktyla".

Autentyczność tej fotografii również jest powszechnie kwestionowana. Zdjęcie mogło zostać "poprawione" w programie graficznym. Tutaj również brak jakichkolwiek informacji na temat okoliczności wykonania zdjęcia. Podobne zdjęcie ukazało się w Internecie pod koniec lat 90-tych, szyko jednak okazało się, że to fałszywka autorstwa Haxan Productions, wykonana dla potrzeb jednego z programów telewizyjnych. Możliwe, że ten eksponat to również ich "dzieło"


Nurkujący "wielki ptak"?

Pisarze zajmujący się zagadkami, Loren Coleman i Jerome Clark, przeprowadzili szczegółowe dochodzenie w sprawie obserwacji "Wielkiego Ptaka" w Teksasie, po czym opublikowali wyniki w książce "Creatures of the Goblin World". Przekazali w niej w kolejności chronologicznej wszystkie te incydenty, jak również wiele innych. Udało im się nawet zdobyć odchody czegoś, co uważano za pterodaktyla. Choć twierdzili, że próbka była analizowana, nie podali wyników badania.

Coleman i Clarke przekazują również dziwną historię Jamesa Rowe`a, emerytowanego dziennikarza z Corpus Christi, który opowiedział historię człowieka, który prowadził sklep spożywczy niedaleko Plaży Corpus Christi. Niewymieniony z nazwiska mężczyzna przed wybudowaniem w 1958 roku Wesley Seale Dam łowił ryby w rzece Nueces River, gdy nagle coś chwyciło jego haczyk i pociągnęło w dół strumienia. Nim mężczyzna zdążył ją zwinąć, stworzenie wyciągnęło prawie całą linkę z wędki, a następnie skierowało się w dół rzeki.

"Mężczyzna cały czas walczył. Stworzenie wreszcie wynurzyło się z wody na mierzei po drugiej stronie rzeki. Posiadające futro i pióra zwierzę wypluło haczyk z pyska. Potem wspięło się na drzewo".

"Mężczyzna miał przy sobie pistolet, więc wyjął go i zaczął strzelać do zwierzęcia. W momencie gdy wycelował, stworzenie po prostu odleciało".

Choć na pierwszy rzut oka może to brzmieć jak typowa teksaska bajeczka, ciekawe jest że opowieści o Kongamato w Zairze, Kongo i Angoli również wspominają, że zwierzę potrafi nurkować pod wodą i latać - podobnie jak nury, perkozy, pelikany i inne ptaki. Co prawda brzmi to dziwnie, dlaczego jednak ludzie mieliby zmyślać tę część informacji, opowiadając o tych "potworach"?

Dziwne ślady

Poza przytoczonymi wyżej wydarzeniami, inne historie były traktowane bardziej poważnie, nawet przez policję. Inaczej niż w pozostałych przypadkach, jedno ze zdarzeń miało miejsce za dnia, 1 stycznia 1976 roku nieopodal Harlingen w Teksasie. Dwoje dzieci - Tracey Lawson, lat 11, i jej kuzynka Jackie Davies, lat 14 - bawiło się na podwórku Lawsonów, podczas gdy ich rodzice odsypiali po zabawie sylwestrowej. Dzieci bawiły się na dużym podwórku, które wychodziło na pole, pięć mil na południe od Harlingen wzdłuż Ed Carey Road.

Nagle Tracey zauważyła jakieś stworzenie stojące sto jardów dalej (91,5 metra). Pobiegła do domu, zabrała lornetkę i wróciła, by przyjrzeć się "okropnie wyglądającemu" dużemu czarnemu ptakowi. Opisała go jako wysokiego na pięć stóp (1,5 metra), z dużymi ciemnoczerwonymi oczami i skrzydłami przymocowanymi do ramion, które miały trzy stopy szerokości. Pysk zwierzęcia był szary i "przypominał twarz goryla". Stwór posiadał jednak dziób, który był ostry, gruby i długi na co najmniej sześć stóp (1,8 metra). Głowa była pozbawiona owłosienia. W trakcie obserwacji zwierzę jeden raz wydało długi, piskliwy dźwięk.

Dzieci były zdumione i przerażone. Kreatura nagle zniknęła, przypuszczalnie latała nad jakąś swoją ofiarą lub "urobiskiem" wzdłuż kanału irygacyjnego, później pojawiła się ponownie w północno-wschodniej części posiadłości - jej głowa wystawała znad niewielkiej kępy drzew. Dzieci, coraz bardziej wystraszone, weszły do domu i tam już pozostały. Później, gdy ich rodzice obudzili się ze snu, nie chcieli uwierzyć w ich historię, następnego dnia jednak ojczym Jackie, Tom Waldon, przyjechał do posiadłości Lawsonów aby poszukać śladów zwierzęcia i tym samym zadowolić swojego pasierba. Ku swojemu zdumieniu, odnalazł kilka trójpalczastych śladów pochodzących od jakiegoś nieznanego stworzenia.

Pierwsze trzy ślady znajdowały się w pobliżu płotu otaczającego dom. Czwarty znajdował się 20 jardów w polu (18,25 metra), piąty zaś kolejne 20 jardów dalej. Odciski stóp posiadały trzy palce, miały długość ośmiu cali, w przedniej części były kwadratowe, i były wbite w twardy grunt na głębokość półtora cala. Później, po przyjeździe policji i Stana Lawsona, cała grupa zbadała ślady i stwierdziła, że dzieci mówiły dziwną, ale jednak prawdę.

Stan Lawson, który ważył 170 funtów (77,1 kg), postawił nogę tuż obok śladu ptaka i stwierdził, że nie zostawił po sobie żadnego odcisku. Później powiedział: "Zwierzę musiało być dosyć ciężkie".

Coleman i Clark wspominają również, że Stan Lawson zauważył coś dziwnego w zachowaniu ich psa. Pies przez cały dzień leżało w budzie i wyszedł z niej tylko raz, na kolację, gdy Lawson przyszedł go nakarmić, a on wszedł przez drzwi do domu. Potem trzeba go było siłą zaciągnąć do budy. Tej nocy, około dziesiątej, Lawson usłyszał coś co przypominało uderzanie dużymi skrzydłami po siatce okna w jego sypialni, niczego jednak nie zobaczył. Rano odkrył, że siatka była porysowana.

W tych informacjach zastanawiające jest to, że w wielu przypadkach te dziwne latające stworzenia posiadają twarz przypominającą goryla, małpę lub człowieka. Nawet z dziobem, przypuszczalnie mają one krótką, płaską twarz - inną niż długa, wąska i spiczasta głowa, którą zwykle kojarzymy z pterodaktylami. Niektóre z pteranodonów posiadały jednak krótkie, płaskie twarze, niekiedy też były pozbawione dziobu. Dla przykładu, pterozaur znany jako Anurognathus miał krótką twarz i ostre zęby; Batrachognathus posiadał płaską twarz, wysunięte do przodu szpony i ekstremalnie ostre zęby. Taka kreatura była idealnie uzbrojona, aby móc pożreć kozę, a nawet większe zwierzę. Mogła też wyglądać jak goryl z dziobem...

Niedostępne siedliska na pustyni?

Wydaje się prawdopodobne, że jeśli gromoptaki lub pterodaktyle żyją po dziś dzień, powinny rezydować na jakimś odległym i przypuszczalnie górzystym obszarze. Najbardziej prawdopodobnym obszarem koncentracji przetrwałych do naszych czasów latających jaszczurek musiałaby być pustynia Sonora w Meksyku, znajdująca się na południe od amerykańskich stanów Arizona i Nowy Meksyk. Calkiem możliwe, że na tym obszarze wciąż żyją pterodaktyle, nie niepokojone i niedostrzeżone przez cywilizację. Meksykański stan Sierra Madre, leżący zaledwie 200 mil od miejsca obserwacji w Rio Grande, jest jednym z najsłabiej zbadanych obszarów Ameryki Północnej. W takim regionie wciąż mogą żyć latające gady lub wielkie ptaki, szczególnie jeśli są zwierzętami nocnymi.

David Hatcher Childress
Artykuł zamieszczony na łamach educate-yourself.org (publikacja: 30 marca 2005)
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Bibliografia

Creatures of the Goblin World, Jerome Clark and Loren Coleman, 1978, Clark Publications, Chicago.
Lost Cities of North &Central America, David Hatcher Childress, 1994, Adventures Unlimited Press, Kempton, IL.
Megagods, Jim Woodman, 1987, Pocket Books, New York.
The Mothman Prophecies, John Keel, 1975, Signet Books, New York.
Mysterious America, Jerome Clark and Loren Coleman, 1983, Faber &Faber, Boston.
Mystery in Acambaro, Charles Hapgood, 2000, Adventures Unlimited Press, Kempton, IL.

Copyright © 2004 - 2016 by KryptoZoo :: Powered by Marek Sęk